Moja własna przygoda z siłownią

Witam serdecznie. Była już garść informacji o blogu, pomyślałem że teraz napiszę co nieco o moich własnych początkach z siłownią.

Moja przygoda z siłownią

Jak więc to wyglądało? Przede wszystkim tak, że nie miałem pod ręką siłowni. Co prawda od dziecka miałem pociąg do różnych aktywności, jako mały chłopak twardo robiłem pompki, na wzór starszych kolegów 🙂 Zawsze też duża siła i atletyczna budowa ciała robiły na mnie wrażenie.

Trochę poważniej zacząłem to traktować około 14 roku życia, gdy po prostu załapałem bakcyla na bycie szerokim i silnym. Pamiętam że tego dnia robiłem pompki do wyczerpania – kilkanaście razy! Była „pompa”, były też później zakwasy. Ale to było świetne uczucie. W tym wieku, na tym poziomie po każdym treningu czułem się „duży” 🙂

Szkoda tylko że sam trening był prowizoryczny. Mieszkając na małej wsi nie miałem dostępu do siłowni. Dlatego trzeba było sobie radzić w domowych warunkach. I tak mój trening ograniczał się do robienia pompek. Pompki były wtedy moim podstawowym ćwiczeniem (i do bardzo lubię je wykonywać).

Do tego dochodziło to, co miałem możliwość wtedy robić:

– brzuszki

– podciągania na drążku

– dźwiganie / noszenie przeróżnych „ciężarów”, których było sporo pod ręką.

Do całej tej aktywności można dodać jeszcze granie w piłkę nożną i wykonywanie prac fizycznych (tak, to nic nadzwyczajnego – życie na wsi to nie tylko grill pod gołym niebem :-)).

Taki był początek

Tak to wyglądało przez jakiś czas. Dziś mogę tylko pozazdrościć młodym chłopakom w mieście, mającym na wyciągnięcie ręki dobre siłownie za przyzwoite pieniądze. A mało tego – wiedzę. Czy to prosto od instruktora, czy to z nieskończonych zasobów internetowych.

Niestety wielu woli robić „inne rzeczy”. Sam nie byłem wyjątkiem – miałem w życiu kilka przerw od ćwiczeń. Czasu nie cofnę, ale nie ma tego złego. Wcześnie poszalałem to i wcześnie zacząłem myśleć o poważniejszych rzeczach, nawet o nauce zawodu który dziś wykonuję.

Ale wracajmy do siłowni

Trening traktowałem coraz poważniej. Zacząłem robić pierwsze zmiany w jadłospisie. Wiadomo – więcej białka, itp. Niestety, moja wiedza w tamtych czasach była bardzo skromna, więc nie brakowało błędów. Powoli zacząłem zgłębiać tematykę, głównie w Internecie.

Pociąg, który miałem do ćwiczeń zauważył mój tata (który był świetnym, mądrym, silnym i dbającym o rodzinę człowiekiem). Więc z czasem sprawił mi hantle (6kg), prosty atlas ćwiczeń (bez linek i odważników – obciążenie „na gumach”), a także gryf do sztangi (wytrzymałość do 180kg, mam go do dziś).

Wcześniej dostałem też sprężyny do rozciągania – prawdziwy old-school’owy przyrząd. Używam go nawet dziś, gdy mam ochotę poćwiczyć w domu.

I tak mogłem wykonywać więcej ćwiczeń, choć nadal miałem nie duże pojęcie o treningu i odżywianiu. Trenowałem głównie klatkę i „łapy”.

Nogi? Ale po co? Wtedy mnie to nie interesowało. A dziś: co to za trening nóg bez przysiadów. Przysiady ze sztangą to król ćwiczeń podstawowych. To nie tylko trening nóg, ale prawie całego ciała.

A później zacząłem oglądać w TV zawody Strong Man. Wtedy już na dobre załapałem – ćwiczyłem, dźwigałem. Liczyło się tylko dużo ważyć, nie mieścić w ubrania i dźwigać jak najwięcej.

Ale do czasu, ponieważ zrozumiałem że nie wyglądam najlepiej. Że dobrze by było jednak zająć się rzeźbą. W czasach liceum miałem sporą wagę, ale niestety też dość wysoki poziom tłuszczu.

Oczywiście liczyła się wielkość i siła, ale do tego także jakość. A że samo robienie brzuszków za wiele nie pomogło, zacząłem szukać wiedzy, zgłębiać tematy, udzielać się na forum.

I to zgłębianie wiedzy na temat treningu, odżywiania, odchudzania, odżywek i innych, szło dobrze i było dla mnie po prostu przyjemnym zajęciem.

Każdy ma swoje cele i motywację do treningu. U mnie to wyglądało właśnie tak.

To wszystko było dla mnie ważne również z powodu niskiego wzrostu – jedynym sposobem dla mnie na bycie „wielkim” była siłownia.

Krok po kroku do celu …

Fot. By Immanuel Giel (Own work) [CC-BY-SA-3.0], via Wikimedia Commons

Fot. By Immanuel Giel (Own work) [CC-BY-SA-3.0], via Wikimedia Commons

Prowizoryczny trening już nie działał. Na szczęście udało się znaleźć i kupić na aukcji sporo wyposażenia, tak że mogłem urządzić własną, małą siłownię. Była dość ograniczona, ale nie brakowało obciążeń, przyrządów. I na tej właśnie siłowni, urządzonej w garażu, zrobiłem znakomite efekty.

Miałem epizod ćwiczenia pod kątem strongman. Były duże ciężary, nie tylko na sztandze, ale też np. na platformie do wyciskania na barki na wzór tej z zawodów strongman. Były też spacery z kowadłem (~ 100kg), czy też pchanie a nawet podnoszenie samochodów (stary, mały Citroen podnoszony chwytając z tyłu za hak :-)). Było ciężko ale uwielbiałem to.

I sporo z tego pozostało do dziś, więc cieszę się że mogę operować sporymi ciężarami na treningu. Gdy ktoś się dziś dziwi, odpowiadam że robię tak, bo bez dźwigania nie rosnę 🙂

Pierwsza prawdziwa redukcja

Przed tymi wydarzeniami, miałem jeszcze epizod obsesji na punkcie rzeźby. Jakość sylwetki próbowałem poprawiać wielokrotnie, w końcu postanowiłem zrobić to raz, a porządnie.

Zatem miałem za sobą bardzo dużą redukcję wagi. W ubraniu wyglądałem jak wieszak, ale jakość bardzo dobra – prawie zero tłuszczu, w końcu widziałem u siebie mięśnie brzucha i żyły pod skórą.

To była pierwsza prawdziwa redukcja, choć mogłem ją zrobić nieco rozsądniej. W każdym razie celem było teraz odbudowanie siły i jak największa masa mięśniowa.

Trening, odżywianie i suple były już dobrane na wysokim poziomie, do tego konkretna siłownia. Efekty były, można powiedzieć życiowa forma, zarówno pod względem wyglądu, jak i wyników.

I tak swego czasu mogłem się pochwalić wynikami:

– podciąganie na drążku – 33 razy,

– przysiad – 180kg,

– martwy ciąg – 190kg,

– wyciskanie leżąc – 155kg x 2 powtórzenia.

Przy czym trenowałem sam, więc nie miałem niestety pomocy osoby asekurującej.

Duże zmiany w życiu

Miałem wtedy 21 lat, i byłem zadowolony z efektów. Niestety trochę się cofnąłem w późniejszym czasie, gdy w 2007 roku zacząłem pracę na etacie.

Ale wtedy też (po ok. miesięcznej przerwie) zacząłem chodzić na prawdziwą siłownię, bo mieszkałem już w mieście.

I tak sobie trenuję, z małymi przerwami od czasu do czasu (urlop, środek zimy). Raz niestety miałem też paskudną kontuzję – pęknięty mięsień międzyżebrowy. Choć wróciłem na siłownię szybko, to wielu ćwiczeń robić nie mogłem. Najbardziej – wyciskanie leżąc. To ćwiczenie zaczynałem później od samego gryfu sztangi. Nie z braku siły, ale z obawy przed odnowieniem.

Nikomu nie życzę – paskudna kontuzja, gdzie śmiech, kichnięcie czy nawet głęboki wdech wiążą się z ogromnym bólem.

Tak czy inaczej, trenuję i pilnuję co jem – mimo przeciwności trzymam swój „life in the gym”. To jest po prostu mój styl życia, któremu zawdzięczam nie tylko nie najgorszą sylwetkę, siłę i ogólnie dobrą kondycję, które były by mizerne bez ćwiczeń, ale także w ogóle to, jakim jestem człowiekiem.

To przez lata nauczyło mnie konsekwencji, odwagi, systematyczności, chęci rozwijania się i dążenia do celu, a nawet dobrej organizacji i planowania. Bezcenne z życiu codziennym i zawodowym.

Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś, komu nasze ćwiczenia się nie podobają, ponieważ [tu dowolny bezsensowny argument]. Tak było od początku, tak będzie zawsze. Nie zwracajmy na to uwagi, absolutnie.

Róbmy swoje i czerpmy z tego maksimum korzyści. Robiąc wszystko z głową, możemy tylko zyskać – siłę, sprawność, dobrą sylwetkę, ale także lepsze samopoczucie i więcej dobrej energii.

Wasza przygoda z siłownią

Przygoda każdego człowieka, choć ma wiele cech wspólnych, wygląda inaczej i na pewno jest wyjątkowa. Zwłaszcza gdy to nie był tylko epizod, ale pasja na lata.

Swoją przygodę z siłownią można zacząć tak jak ja – bez siłowni. Na samym początku ograniczyć się do tego, co mamy pod ręką. Później zacząć chodzić na siłownię, nie dźwigać, tylko uczyć się poprawnej techniki, najlepiej pod okiem instruktora. Na dźwiganie przyjdzie jeszcze pora.

Natomiast takie „pierwsze roztrenowanie” pozwoli odrobinę zredukować wielkie zakwasy po pierwszych wizytach w siłowni 🙂 Dobry start i poszerzanie wiedzy pomogą szybciej dojść do celu.

A cele mogą być przeróżne, w końcu każdy jest wyjątkowy, każdy ma swój powód uczęszczania na siłownię. Nie każdy niestety ma ustalone cele treningowe. A dobrze było by je mieć, aby nie tylko przyjść pomachać „żelastwem”, ale rozwijać się.

Moje cele?

Były różne, od wspomnianej siły i wagi po rzeźbę. Generalnie nigdy nie miałem większych problemów ze zwiększaniem czy zrzucaniem wagi. Należy jednak pamiętać, że ważna jest jakość!

Mnie zdarzyło się manipulować wagą w dużych zakresach, mianowicie raz podchodziłem z wagą pod 98kg (przy moim wzroście to spora waga). Byłem szeroki i niestety „zalany”. Zdarzyło mi się także ważyć 70kg, przy bardzo niskim poziomie tłuszczu (BF, Body Fat).

Pamiętajmy jednak, że waga np. 80kg przy poziomie tłuszczu 30%, a 80kg przy poziomie 8% to dwa zupełnie różne przypadki. To po prostu różnica w składzie ciała, więc i różnica w wyglądzie jest kolosalna.

Lubiłem i nadal lubię eksperymentować.

Nie jestem ukierunkowany obecnie na konkretny cel (np. fighter czy strong man), ale na wszechstronny rozwój sylwetki. Zatem obecnie najbliżej mi do kulturystyki, biorąc pod uwagę sposób trenowania, odżywiania i wygląd.

A to na koniec podam moje aktualne wymiary

Akurat jestem dziś po treningu i w momencie pisania tego artykułu wygląda to tak:

– wzrost: 170cm (to się nie zmienia :-))

– waga: 83kg

– biceps: 43,5cm

– przedramię: 33cm

– klatka: 111cm

– pas: 75cm

– udo: 61cm

Wyniki siłowe są – podobnie jak dawniej – na przyzwoitym poziomie. Oczywiście z mojego punktu widzenia, bo są pewnie i ludzie, którzy takimi ciężarami się rozgrzewają 🙂 Skupiam się na seriach, więc od dawna nie robiłem „maksów”. Ale ten blog może być pretekstem aby wkrótce spróbować.

Dodam że to wszystko przy dość niskim poziomie tłuszczu. Dokładnie go nie znam – muszę zmierzyć elektronicznie, gdy będę miał okazję. Ale sylwetka prezentuje się już dość dobrze. Dodam że byłem po wielkiej redukcji. Około dwóch lat temu ważyłem ~97kg, a dokładnie rok temu – ~70kg.

Szokowałem co niektórych na siłowni, moja droga żona narzekała jak to strasznie wyglądam 🙂 OK, sam czułem się z jednej strony nie najlepiej z tak niską wagą, ale skoro postanowiłem rozprawić się na dobre z tłuszczem, to skończyłem co zacząłem. Może małym błędem było robienie redukcji jeszcze na początku zimy, gdyż nie jest to naturalne dla organizmu.

Ale ogólnie zredukowałem tłuszcz, który zbierał się w ostatnich latach. Dodam że nie obyło się bez dość „obciętej” diety, dużej liczby ćwiczeń aerobowych i reduktorów tłuszczu (głównie termogenicznych).

Po tej redukcji i małym odpoczynku, po roztrenowaniu ogólnym i mikrocyklu treningowym na siłę, mogłem się skupić na budowie czystej masy mięśniowej.

Przez ten okres, licząc nawet do tej pory, trenowałem bardzo mocno. I jest to naprawdę świetne. Przy niskim BF „robienie masy” to czysta przyjemność.

W każdym razie wkrótce robię małą przerwę od siłowni (jak zwykle o tej porze roku), natomiast później będę pracował dalej, więc i podane wymiary oraz wyniki siłowe na pewno się zmienią.

Podsumowanie

Niedługo (w Marcu) skończę 28 lat, więc potencjał treningowy jeszcze jakiś mam i postaram się rozwijać na ile tylko będę mógł.

To już wszystko na dziś, chciałem być zwięzły, ale temat jest obszerny więc artykuł ma sporą masę 🙂

Tak to właśnie w skrócie wyglądało w moim przypadku – przejrzeliśmy temat od samych początków po dzień dzisiejszy. Spisałem to w jednym miejscu i tu mogę odesłać ludzi pytających jak to u mnie wyglądało. A czasami ktoś pyta – i bardzo dobrze!

Życzę owocnych treningów!


Na co dzień związany z branżą IT – programista z wieloletnim doświadczeniem i początkujący bloger. A oprócz tego posiadam ogromne zamiłowanie do sportów siłowych i sylwetkowych oraz ogólnie zdrowego stylu życia. Nie jestem tylko teoretykiem – sam praktykuję od wielu lat. I staram się zachęcać innych 😉

Facebook Twitter LinkedIn Google+ Skype Xing